Pięć Smaków Barsawii

Złapał Kozak Tatarzyna...

"The animals went in two by two, hurrah, hurrah..."

No więc zacznijmy od tego, że w tak zwanym międzyczasie cała ekipa, która z nami szła, patrzyła na Seishina jako na przywódcę, mimo, że clearly to JA przewodziłem i to JA mu suflerowałem podczas jego big speecha po rozpierdusze przy świątyni. YOU’RE TEARING ME APART, Seishin!

A po drugie, mały dramatis personae odnośnie ludków, których uratowaliśmy: było ich około 50, pół na pół Theranie ze statków i orki-łupieżcy. Wśród łupieżców ok. 10 stanowiło zamkniętą grupę zebraną wokół Miedzianookiegoclearly ich bossa. Ta dyszka była niechętna wszystkim pozostałym, nam też, i trzymała się na uboczu, ale szefu swoimi miedzianymi oczami patrzył mi się na roga1. Postanowiłem go więc (roga, nie bossa) wyeksponować, żeby go (bossa, nie roga) skusić do nawiązania jakiegoś kontaktu (ze mną, nie z rogiem).

Dobra, do rzeczy, bo odcinek był rzadkiej urody, więc jak mawiają na północy – komu w drogę temu kopa i solidne buty.

Czarnowłosa laska, jak zwykle, zaczęła krzyczeć “och, mości bohaterzy, pomocy pomocy, gonią mnie przebrzydli, chcą mnie z cnoty okraść” i takie tam pierdoły. Wpuściliśmy ją i przebrzydłych dwóch trzech Theran do kręgu i zamknęliśmy go przed nadjeżdżającymi za nimi orkami na grzmotorożcach. Ci zatrzymali się parę metrów od nas i zażądali rozmowy. Wyszedłem do nich. Ich główny nazywał się Kagatai Khan i mówił o sobie w trzeciej osobie. Zażądał wydania dziewczyny, która zabiła kogoś w ich obozie. Nie bardzo wiedziałem co się dzieje i trudno mi było podjąć decyzję tak od razu. Ich było sześciu, nas pięśdziesięciu, stwierdziłem, że nie bardzo jest w pozycji do negocjacji. Postanowiłem więc zgrywać twardziela, uśmiechnąłem się srogo, odwróciłem na pięcie i ruszyłem do obozu.

Kagatai Khan mnie dogonił, podał mi grabę, powiedział “rispekt, bro” i powiedział, że krew za krew, ale to nie musi być laska, możemy im oddać tych theran.

“Jasne dobry pomysł Kagatai Khanie już Ci ich przyprowadzę z najlepszymi życzeniami dobrej nocy i szczęśliwego życia!” powiedziałem POWINIENEM BYŁ powiedzieć. Zamiast tego znowu się bez słowa uśmiechnąłem – szerzej i z aprobatą miało być, ale durny MG ork się nie poznał na uśmiechu i się wkurwił. Kazał swojej ekipie szyć do nas z łuków. Jednym słowem – przekozaczyłem.

TYMCZASEM w kręgu w obozie nie do końca wiem co się działo2, ale ogólnie to Horilka manipulowała kim się dało (z Fallowinem na czele), pościemniała, że szkatułkę, którą theranie chcą, by oddała, to oni ukradli jej rodzinie i takie tam mało przekonywujące (rzut na ściemnianie) BIEDNA DZIEWCZYNO, JAK ONI MOGLI TAK WAS SKRZYWDZIĆ I TWÓJ BRAT TAKI OKROPNY OCH OCH OBRONIMY CIĘ PRZED CAŁYM ZŁEM TEGO ŚWIATA! Anyway, ktoś tam z kimś się bił, theranie, choć mieli glejt od Kyprosa, nie przekonali naszej ekipy i dostali wpierdziel.

WRACAJĄC, na zewnątrz rozpoczęła się walka. Ja wskoczyłem na grzmotorożca Kagataia i jąłem się z nim lać (jego dwóch przydupasów, którzy podjechali mu pomóc, chybiali wciąż haniebnie), a Seishin, który od kogoś srogo oberwał, jeszcze srożej się zemścił, aż mu miecz się rozpalił do białości czy jaka cholera… Wreszcie przyszedł Deus eX Kamulec w postaci Kahiwy, któremu w krzemowym mózgu coś zaiskrzyło i okazało się, że zna Kagataia. “STOP STOP THE MADNESS!!!” wyszeptał, rozmówił się z orkowym nomadem i odszedł z nimi ku wschodzącemu słońcu3. Sytuacja została zażegnana.

Druga sytuacja natomiast jeszcze nie: theranie – zarówno przyjezdni jak i lokalni – byli rozdarci lojalnościowo i jedni chcieli Horilkę dorwać, a drudzy obronić. Przyszedłem, wydarłem się, puściłem theran wolno. “Kypros się o wszystkim dowie!” krzyknął na odchodnym główny Theranin. “Kypros może pocałować mnie w moją owłosioną, orkową dupę!” krzyknąłem za nim na pożegnanie, po orkowemu, ku uciesze i radości zebranych łupieżców.4

Gdy już wszystko w miarę się uspokoiło, zażądaliśmy od Horilki paru wyjaśnień. Wcisnęła jakieś kity w które nikt nie uwierzył. Otworzyliśmy wspólnie szkatułkę i znaleźliśmy w niej list o takiej treści:

Kyprosie,
Zaal wyruszył ze swoją ekipą. Nadchodzi chaos. Bądź gotowy. Czekaj na właściwy moment.
         —Kanidris

Pisane odręcznie przez Kanidrisa, głównego naczelnego gubernatora Thery. Hewy staf.

Anyway, (how’s your sex life?) ruszyliśmy dalej w stronę obozu. Dotarliśmy następnego dnia. Przywitał nas Tazok słowami “O, widzę że znaleźliście sobie własnych niewolników!”. Tak właśnie powiedział. Do orka. Powiedział, że on, ten ork w sensie, znalazł sobie niewolników, także orków.

Ach, miło wiedzieć, że nie jestem największym kretynem w tej kampanii…


1 no funny business!

2 ktoś bliżej epicentrum wydarzeń mógłby uzupełnić/sprostować ten fragment

3 metaforycznie, bo a) szli na zachód i b) był środek nocy

4 a raczej – powinienem był tak zrobić. Później mi to przyszło do głowy. Mogę, Błażeju, retroaktywnie? Mogę? Mogę??? Jak już kozaczyć, to na maksa.

Comments

Fryndlz Fryndlz

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.