Pięć Smaków Barsawii

Wolność dla Orków, Władza dla Tazoka!

"No-one is anyone's property/No-one should be a slave"

Skryba wrócił! Stoi na murach Wielkiego Targu obok obsydianina z wielką pałą i patrzy, jak w różne strony z miasta wyruszają gońcy z kopiami księgi, którą w poprzednim odcinku kopiowali kopiści. Gońcy docierają z księgami w różne miejsca, do różnych miasteczek i wiosek. Księgi trafiają do naukowców, magów, generałów czy bardów, a oni przekazują wiedzę dalej – bardowie śpiewają pieśni, magowie dyskutują z naukowcami na sympozjach, generałowie wrzeszczą na swoich podwładnych, na różne sposoby wiedza dociera coraz dalej i dalej…

A więc Tazok wybiegł do nas z radosnym uśmiechem i otwartymi ramionami, co by było nawet słodkie, gdyby nie ten jego tekst o niewolnikach. Zagotowało się we mnie, ale postanowiłem mu to puścić płazem, bo ewidentnie jest idiotą. Powiedziałem mu tylko w dwóch słowach, żeby się popukał w swoją krasnoludzką czaszkę.

Theranie przywitali się z theranami, ale orkowi łupieżcy trzymali się na dystans. Wtedy na scenę wkroczył (wfrunął) jakiś blady wietrzniak, dozorca niewolników (w obozie pracowali, smagani biczami, orkowi niewolnicy z drugiego pirackiego drakkara, wśród nich siwowłosy ojciec Miedzianookiego) o umieniu Iquo. Dosiadł swojego tresowanego trolla, Karalucha, i ze swoją jebaną therańską wyższością zapytał, czemu orkowie, którzy przyszli z nami, nie są skuci. Powiedziałem mu, że są panami własnego losu. Nakazał więc żołnierzom skuć orków, więc ja poszedłem i stanąłem między dwoma grupami (theranie – jako że część z nich dzieliła z orkami klatkę, a potem walczyła ramię w ramię z Invae – sami byli temu rozkazowi niechętni) i z założonymi rękami blokowałem drogę theranom do łupieżców. Theranie stali niezdecydowani, aż wreszcie Iquo, mamrotając coś o zdradzie i innych pierdołach, poszedł się schować do namiotu. Pewnie słońce zaczęło mu palić jego bladą od siedzenia z dala od prawdziwego życia skórę. Theranie odeszli i weszli do obozu, zastawiając strażami wejście doń.

Sprawę orków trzeba było jednak rozwiązać, więc zacząłem dyskutować1 z Miedzianookim. Przywitał mnie grzecznie mówiąc, że śmierdzę Therą. Słodziak. Ma na imię Goram i wydaje się bardzo zainteresowany moim rogiem2. Powiedziałem mu prawdę o tym, skąd go mam, i poleciłem, żeby się oddalili. On powiedział, że wśród niewolników jest jego ojciec i bez niego nie odejdzie. Tazok się wtrącił, że jemu samemu się ten cały Ikło nie podoba i gdybyśmy się chcieli go pozbyć, Theranie nie będą nam przeszkadzać, a nawet pomogą. Gdzieś w tłumaczeniu zagubiło się, żeby to wszystko zrobić od razu, ale ponieważ my jesteśmy aż nadto ostrożni3, woleliśmy najpierw wybadać teren, a potem zaatakować.

Goram z łupieżcami odszedł więc kilka godzin drogi na południe, a my weszliśmy obadać obóz. W międzyczasie do szkatułki Horilki przyszedł e-mail następującej (w przybliżeniu) treści:

Kyprosie,
Nic nie odpisujesz na mejle, nie wiemy, co to znaczy. Weź się w garść i zrób coś, bo Zaal jest uroczo obłąkany i może przynieść wyczekiwaną dywersję.
             — P.N. Syglinda

Pisane odręcznie. Syglinda jest sekretarką Kanidrisa4. Na razie nie odpisaliśmy, bo nie znamy charakteru pisma Kanidrisa i nie chcemy wzbudzić podejrzeń. Druga rzecz to Stigor, który zagrzebał się w notatkach Zaala i na razie wyczytał z nich tyle, że to, co zostało odkopane, to chyba nie kaer, tylko jakiś może grobowiec? Na płaskorzeźbach przy wejściu powtarza się motyw kruka.

Na razie tyle w tym temacie. Wracając do spraw naglejszych, plan był taki: gdy zapadnie zmrok i niewolnicy zostaną sprowadzeni do baraku, Horilka najpierw otworzy szopę z ich kilofami, żeby mieli broń, a potem zakradnie się do nich i zagada do siwego orka (nazywa się Vigfus i nawet skuty nie przestaje zarywać do czarnowłosej piękności), a potem – z wszelkimi informacjami o strażach, zmianach warty itp. pojedzie do Gorama. Wróci z nim nad ranem, wkradnie się do obozu i rozkuje niewolników, a potem na sygnał walenia w tarczę obie grupy łupieżców – z zewnątrz i z wewnątrz zaatakują na raz.

Udało się… prawie. Zaszło pewne nieporozumienie, bo Tazok nie wiedział, że zostaną uwolnieni niewolnicy, a biegnący do obozu łupieżcy wyglądali, jakby chcieli zaszlachtować wszystkich jak leci. Umiejętnie wywrzeszczane “WSZYSCY JESTEŚMY PO TEJ SAMEJ STRONIE! (wy debile)” uspokoiło sytuację i poszkodowani zostali jedynie poganiacze niewolników (przez samych tych niewolników), Ikło (dziabnięty z zaskoczenia przez Horilkę) i jego troll Karaluch (wspólny wysiłek mój, Seishina i Gorama; Fallowin poprawił z magii).

Hm. Slightly anticlimactic, bym powiedział, jak na taką ilość przygotowań i planowania. Myślałby kto, że skoro tak się napociliśmy, jakaś Siła Wyższa rzuci nam pod nogi jeszcze jakichś wiernych ochroniarzy czy bezmózgich poganiaczy niewolników do zaszlachtowania, mam rację?

Anyway, w tym momencie Tazok przejął dowodzenie nad obozem, niewolnicy zostali uwolnieni (including bardzo rozczulająca scena, gdy Goram oddał swemu ojcu zbroję i oręż, ukłonił mu się z szacunkiem, a potem przytulił krzycząc “tatuuuusiuuu!”) i chyba sobie to dziś jakoś uczcimy, nie? Z pogaduchami przy ognisku o orkach i ich rogach2, nie?


1 co ci, kurwa, nie pasuje w tym zdaniu?

2 no funny business!

3 nie wiedzieliśmy, na ilu Theran możemy liczyć, że nam nie wejdą w paradę, ani ilu przydupasów pozostanie wiernych Iquowi

4 Mistrz Gry się uśmiechnął, więc pewnie naprawdę jest jakąś superwysoko postawioną królową czy coś.

Comments

Fryndlz mzywiol

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.