Pięć Smaków Barsawii

Nice Job Breaking It, Hero

"Hey hey, I saved the world today..."

Rok 1517.
Jesteśmy piątką szeregowych, świeżo zwerbowanych kadetów w armii Barsawii, która toczy boje na dwóch frontach: od zachodu z Theranami i od północy z armią kamiennych wojowników Żelaznego Lisza. I w obydwu kampaniach dostaje srogie baty.
Jesteśmy w naszej pierwszej bitwie – nad brzegiem Morza Śmierci czekamy na nadchodzącą armię kamiennych, która – prowadzona przez samego Żelaznego, wyglądającego jak trzymetrowa żelazna zbroja nałożona na czarne kłęby dymu, dzierżąca w cienistej dłoni włócznię o dwóch ostrzach – nadchodzi od wschodu. Wraz z naszą armią są Adepci, którzy dekadę temu ostrzegli świat przed nadejściem Liszego – na wzgórzu (Sodden?) elementalista Fallowin ze swoją kochanką Horilką1 i zastępem akolitów, nieco dalej obsydianin Kahiwa ze swoją wierną pałą i braćmi z żywokamienia, wreszcie – waleczni Seishin i Sucrus Psia Morda na pokładzie powietrznych statków nad nami.
Armia nadchodzi. My w pierwszym rzędzie, przyjmujemy ataki Kamiennych, staramy się zadać im jakiekolwiek obrażenia, ale nie idzie nam – nędznym pionkom – zbyt dobrze. Giniemy jeden po drugim, deptani, miażdżeni, nabijani na miecze, a w ostatnich chwilach dostrzegamy, jak giną także Adepci – Fallowin rozwzorcowany magią Liszego, Horilka przebita mieczem potwornie zdeformowanego Taleańczyka Elvio, Kahiwa zatopiony falą kamiennych wojowników, Sucrus rozszarpany w powietrzu przez kamienne gargulce, Seishin posłany wraz ze swoim statkiem w ziemię przez wielkiego, czarnego smoka…
Ostatkiem świadomości ostatni z nas dostrzegają jeszcze, jak Żelazny Liszy ściera się z obudzoną spod ognia Morza Śmierci samą Śmiercią…

To sen był. Wszystkim nam się śnił jednocześnie w drugą noc po przejęciu obozu z rąk Iquo. Także Cerenowi, który przywitał nas w namiocie w obozie z samego rana, razem z Kahiwą. Wytłumaczył nam, co jest grane.

A grane jest: to, co znajduje się pod ziemią, to nie jest żaden Kaer, tylko grobowiec niejakiego Connachta. Nie zanotowałem wszystkich szczegółów, ale generalnie przed Pogromem Connacht był gościem z królestwa Landis, który miał na pieńku z rodem Deinarastów z Iopos. Chciał ich zmieść z powierzchni ziemi, więc stworzył armię kamiennych wojowników i smoka Vestrivana, ale nadszedł Pogrom i zamiast rozpierduchy na północy, Connacht zamknął się w swoim grobowcu ze swoją armią. I ten grobowiec został właśnie odnaleziony przez Zaala, właśnie tu, gdzie jesteśmy.

Tyle o przeszłości, a teraz o przyszłości: to, co nam się przyśniło, to możliwa wizja przyszłości. Żelazny Liszy to prawdopodobnie coś, co może wyjść z tego grobowca, co Zaal przyszedł uwolnić, żeby odwrócić uwagę od najazdu Theran (tak podejrzewamy). I pewnie musimy go powstrzymać.

Część I: Having been some days in preperation…2

W gościnnej roli pierwszej części wystąpi przed Państwem sam Zigra Czteroręki, Krasnolud w seksownym szlafroczku z sąsiedniej kampanii! Zigra jest zbrojmistrzem/elementalistą, który odpicował nam wszystkim bryki ekwipunek: mnie ulepszył korbacz i rzucił okiem na tarczę, Horlice naostrzył mieczyk, a Kahiwie zmutował karwasze z puklerzami. Kupił też ode mnie resztki zbroi z esencją ziemi i chyba mnie przy tym mocno ochujał.

Przygotowania trwały około tygodnia, podczas którego Horilka parzyła ziółka przeciw jadowi ghuli (bo tam ghule będą) i leczyła rany, wszyscy podnosili talanta różnorakie i generalnie gotowali się do akcji.

Aż przyszedł dzień, ten dzień, kiedy wszyscy ruszyliśmy na dół. A z nami Likios, który koniecznie chciał odnaleźć brata. Ceren na powierzchni namalował pentagramy i inne magiczne symbole (szatan się nim interesuje!) i powiedział, że nas sprowadzi, jak będzie źle…

Część II: …a splendid time is guaranteed for all…2

Na dole przywitała nas (“cześć, chłopaki!”) wielka jaskinia z wielkimi drzwiami, zamkniętymi wielką belką z wielką kłódką. Horilka zabrała się za gmyranie przy rozporku zamku, a my pilnowaliśmy tyłów, bo zaraz zainteresował się nami Szatan ghule się zainteresowały. Walka była wielce interesująca, zwłaszcza dla mnie, który położyłem bezproblemowo cztery ghule, byłem otoczony przez nich niejednokrotnie, a nie odniosłem ani draśnięcia (FLAWLESS VICTORY!). Fallowin spalił żywcem dwóch, Seishin nie miał szczęścia do trafień, a Likios płakał pod ścianą. Wreszcie weszliśmy i zamknęliśmy za sobą drzwi.

Tam spotkaliśmy Kikiosa i wspólnie ruszyliśmy w głąb. Trochu nie mieliśmy wyjścia, bo ghule bramę sforsowały i deptały nam po piętach. Drasnęły mnie i przytruły ghulim jadem, ale gnaliśmy dalej. Dotarliśmy do mostu jak w Khazad-Dum, prowadzącego do wysokiej wieży. Na moście Kikios prawie spadł w przepaść (uratowali go Fallowin i Seishin), a potem Fallowin stracił przytomność. Seishin i Kahiwa osłaniali tyły, bohatersko zrzucając ghule do przepaści, gdy drzwi wieży się rozwarły i do środka wpuścił nas Elvio.

Fallowin: Ile muszę rzucić?
MG: Osiem… Znaczyy, nie powiem ci!
Fallowin wyrzucił 8.

Zatrzasnął wejście na wszystkie kłódki, kraty i belki jakie znalazł, przywitał nas grzecznie (“Nie powinniście byli tu przychodzić.”) i powiedział, że Zaal jest na górze i wszyscy zginiemy. Wuss. Poszliśmy więc do Zaala po krętych schodach wieży, mijając po drodze zamknięte drzwi z na wpół oszalałymi/zdeformowanymi theranami i łupieżcami.

A na górze Zaal przygotował sobie całkiem przytulne gniazdko, z herbatką i czaszkami grającymi jakąś nudną muzykę. Jedyne, co psuło nastrój, to podest na środku, na nim błyszcząca zbroja i podwójna włócznia, wyglądają znajomo… Dostępu do skarbów bronią obracające się we wszystkich płaszczyznach pierścienie, wirujące niesłychanie szybko. Zaal zaczął nam opowiadać głodne kawałki, jak to pod Morzem Śmierci uwięziona jest sama Śmierć, która niedługo się przebudzi i policzy się ze wszystkimi, którzy łamali jej prawa (np. ksenomantami, popatrz, popatrz) i to się na pewno zdarzy w ciągu dziesięciu lat. Jedyne wyjście, żeby może ewentualnie spróbować ją przebłagać, to obudzić ją wcześniej osobiście. A zrobić to można wyrzynając tysiące Barsawian (albo kogokolwiek, ale akurat ci się napatoczyli, bo mają pecha mieszkać w okolicy), do czego posłużyć ma armia kamiennych wojowników, których można znaleźć w tymże grobowcu (widzieliśmy ich na dnie wąwozu, nad którym prowadził most). A armią można sterować za pomocą włóczni, która znajduje się na podeście.

Próbowaliśmy Zaala przekonać, że pierdoli od rzeczy, ale nie było na to szans. Próbowaliśmy też przekonać Elvio, żeby nam pomógł go powstrzymać, ale nawet wizja potwornych deformacji w (potencjalnej) przyszłości nie podziałała. Pozostał nam podstęp – niby będziemy uczestniczyć w rytuale Zaala, który ma na celu zatrzymanie pierścieni na tyle, by wydobyć artefakty, ale w dogodnej chwili Kahiwa mu przypieprzy, a ja przechwycę gadżety.

Część III: …and tonight Mr. Zaal is topping the bill!2

Startujemy. Rytuał polegać miał na zabiciu schwytanych, wpół oszalałych niewolników. Uczynili to wszyscy prócz Kahiwy, który zamiast tego przygrzał w plecy Zaalowi i posłał go na pierścienie. Niestety, w przechwyceniu zabawek ubiegł mnie Fallowin, który coś jakoś najłatwiej ze wszystkich dał się przekonać bredzeniu Zaala… Złapał zabawki, a wtedy… All hell broke loose…

"Congratulations, you just created an Eldritch Abomination. Now just wait until you try to fix your mistake."

Kruk (a, zapomniałem, tam kruk był. Latał sobie tam i z powrotem i sprawiał wrażenie zadziwiająco rezolutnego.) zamienił się w czarny dym i zaczął wypełniać zbroję. Ja wyrwałem Fallowinowi włócznię, ale ona wyrwała się mnie (zadając w chuj obrażeń). Fallowin został przejęty przez Lisza, ogołocony ze skóry i mięsa, i odziany w zbroję, która szybko z błyszczącej zrobiła się czarna. Urosła też na trzy metry i posłała falę uderzeniową, która zniszczyła kopułę na szczycie wieży, zabiła Zaala i praktycznie zanihilowała braci z Thery. Elvio schował twarz w dłonie i już tak pozostał.

A my próbowaliśmy sił przeciw Liszemu, ale nie było to łatwe. Jedyny Kahiwa zadał mu jakiekolwiek szczątkowe obrażenia, ale i tak nad wszystkich pochwycił, powiedział, że nie mamy szans i jesteśmy cienkie Bolki, i rzucił nas na pożarcie ożywionym już kamiennym wojownikom. Ci zamachnęli się na nas, ale w ostatniej chwili zostaliśmy magicznie wyrwani…

Na powierzchni piekło. Therańscy żołnierze napierdalają się z ghulami, którzy masowo emigrują z podziemi. Ceren, widząc nas pokiereszowanych i mocno nadwerężonych, gdy usłyszał, że Liszy został uwolniony, natychmiast zaczął teleportować nas gdzieś, gdzie moglibyśmy o tym wszystkim opowiedzieć komu trzeba. Niestety, w trakcie rytuału pojawił się znany nam już kruk, który tym razem zamienił się w smoka Vestriviana, który zeżarł Cerena w pół słowa. Tym samym rytuał został jakoś spieprzony i przeniósł nas zupełnie gdzie (i prawdopodobnie też kiedy) indziej, niż planowano…3

 

…skakaliśmy z miejsca na miejsce, widzieliśmy horrory pożerające i plugawiące puszcze i lasy…

 

… aż wreszcie wylądowaliśmy w… limbo jakimś. Dookoła czarna pustka. Wstaliśmy (cali i zdrowi nagle) i ruszyliśmy w kierunku wycinka rzeczywistości, przedstawiającego brzeg morza. Wyszliśmy na plaży nad morzem Aras. Teraz trzeba się tylko dowiedzieć, gdzie (i kiedy) jesteśmy…

Walking on foreign ground like a shadow
Roaming in far off territory
Over your shoulder stories unfold
You’re searching for sanctuary…


1 when did things go so wrong?

2 http://www.youtube.com/watch?v=vCiG7xoEb2Y

3 zupełnie jak Gordon Freeman i Alyx Vance

Comments

when did things go so wrong?

Drogi skrybo, na Twoim miejscu nie igrałabym z Horilką!

Nice Job Breaking It, Hero
 

Skryba odsyła do swojego opisu, część “Przyjaciele i Wrogowie” :P

Nice Job Breaking It, Hero
 

Blind guardian?! Boże, do dziś się wstydzę.

Nice Job Breaking It, Hero
 

Czemu się wstydzisz? Ja lubię bardzo nadal :) Nightfalla słucham regularnie (głownie przy uzupełnianiu tej strony ;)

Ale Blind Guardiana tu jest tylko wykonanie – piosenka w oryginale jest Mike’a Oldfielda.

Nice Job Breaking It, Hero
 

Wiem, tym bardziej to jest niepokojące…

Trivia – ostatnim razem blind guardiana, jak jeszcze nie było youtube.

Nice Job Breaking It, Hero
 

Hipster :P

Nice Job Breaking It, Hero
Fryndlz Fryndlz

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.