Pięć Smaków Barsawii

Przestworza w Płomieniach

"Smoke on the water, fire in the sky..."

…dobiegamy do zamkniętych na noc bram Travaru, który właśnie był świadkiem powietrznej bitwy, w której zionące ogniem Rakkeny posłały płonący powietrzny drakkar w ziemię. Kahiwa na rękach niesie martwego członka naszej drużyny, którego zamierzamy przywrócić do życia, jeśli tylko w całym tym zgiełku uda nam się znaleźć pomoc…

Część I: Save the Friend!

Travarcrashsite

No, ale po kolei1: biegniemy. Kahiwa przez ramię ma przewieszoną Horilkę ciętą przez gardło przez tego buca Elvia (oberwał od nas za to solidnie). Bieżymy do Travaru, w którym Rosper kazał nam poszukać Omasu – on nam pomoże. Jest noc. Z daleka widzimy miasto, ale właśnie, gdy je dostrzegamy, widzimy, jak wpada do niego płonący drakkar. Już podejrzewamy, że nasze poszukiwania będą mocno utrudnione przez płonące budynki i ganiających po ulicach w panice mieszkańców. Nie pomyśleliśmy jednak o pierwszej przeszkodzie, na jaką natrafiliśmy: zamknięte na noc bramy miasta. Trollowi strażnicy wpuścili nas dopiero po pozostawieniu Kici i całej naszej broni oraz po podpisaniu jakichś pieprzonych papierków. Miło wiedzieć, że nawet w obliczu płonących statków spadających z nieba i chłonących miasto pożarów urzędnicy nie zapominają o biurokracji…

W mieście biegliśmy w mniej więcej właściwym kierunku, wskazanym przez strażników. Ale, czego można się było spodziewać, między nami a biurem Omasu, który jest właścicielem Biura Transportu Naziemnego, był płonący wrak drakkaru i budynki naokoło, które się od niego zajęły. Oraz, oczywiście, tłum mieszkańców, który mocno utrudniał nam poruszanie, żądając od nas pomocy. Ja uratowałem jakieś dzieciaki, zwisające z okna płonącego budynku, a chłopaki zostali zagonieni do kopania rowu i wydobywania ciał z drakkaru – wydobyli jednego martwego, narzeczonego sympatycznej uzdrowicielki Kaisy, oraz drugiego, ledwo żywego elfa – Skarth i Seishin epicko wynieśli ich z płonącego wraku, nawet się nie oglądając. Pognali z nimi za Kaisą do świątyni Garlen, gdzie obiecali pomóc Horilce. Po drodze Kahiwa epicko podniósł zawaloną ścianę budynku tak, by wszyscy mogli pod nią przejść.

Ja tymczasem, odłączony od drużyny, biegłem dalej. Jakiś krasnal błagał mnie, żebym pomógł uratować jego pracownię alchemiczną. Mnie w głowie zaświtało, że skoro pracownia, to mogą tam mieć eliksiry wskrzeszania, więc wbiegłem w ogień. Chwyciłem eliksir, a następnie epicko wyskoczyłem przez okno, ścigany potężną eksplozją.

Dostrzegłem Kahiwę, wciąż trzymającego budynek. Prześlizgnąłem się pod nim i pognałem do świątyni, gdzie wlałem Horilce eliksir w gardło. Udało się. Przywitaliśmy ją w świecie żywych.

Część II: Join the Team!

Drimsbi2

Za pomoc miastu generalnie mamy szacun na dzielni. It’s good to be a hero!2 Krasnolud z wcześniej, Drimsbi, chciał z nami pogadać i wzerbować nas do Słonecznego Podniebnego Patrolu – ochrony przychodzących i wychodzących powietrznych statków handlowych przed rakkenami. Umówiliśmy się na rozmowę rekrutacyjną następnego dnia, a tymczasem potowarzyszyliśmy Horilce, a potem poszliśmy spać do zajazdu o wdzięcznej nazwie Wulgarna Małpa (jak się dowiedziałem od sympatycznego karczmarza – to na cześć jego zmarłej małżonki).

Następnego dnia, po porannych zakupach i wizycie w zbrojowni t’skranga Uglana, udaliśmy się do portu, gdzie zaczepił mnie jakiś wariat, któremu ponoć ukradliśmy pomarańcze. Zadrwiłem sobie z niego, a ten idiota nazwał mnie łowcą niewolników, za co ode mnie oberwał w czerep (co anulowało mój szacun na dzielni i zniżkę w przybytkach różnorakich. Sucks.) Drimsbi opowiedział nam o rakkenach, przynajmniej do czasu, aż Kahiwa miał zajebisty wynik w rzucie na wiedzę o Horrorach i zaczął opowiadać nam i Drimsbiemu, czym to one są tak naprawdę. Krótko: rakkeny to takie ziejące ogniem z licznych otworów ciała odrzutowe konstrukty horrora, które przylatują z nieodległej dżungli i atakują przylatujące do i z Travaru statki handlowe Juliaka Merrisa. Patrol Podniebny, który dysponuje w tej chwili już tylko trzema drakkarami (było pięć, ale jeden rozbił się jakiś czas temu w dżungli, a drugi wczoraj w mieście), odprowadza i przyprowadza te statki, ale z rakkenami ma szanse niewielkie (jak wyjaśnił Kahiwa – bo są one bardzo mało wrażliwe na broń niemagiczną). Zaciągnęliśmy się, ale na prośbę o magiczną broń zostaliśmy odesłani do tych przy kasie – Merrisa albo Omasu.

Poszliśmy więc do tego ostatniego, który jest obsydianinem i braciszkiem z żywogłazu Kahiwy. Przekazał nam list od Rospera, który mówi, że musimy pogadać z nim o naszym pochodzeniu (że Thera niby) przy najbliższej okazji, że posyła do nas Garthlika i Uta z prezentem (dotrą za jakieś 2-3 tygodnie) oraz że mamy sobie załatwić statek powietrzny i polecieć w góry Scytyjskie (jakiś tydzień drogi na północ).

Sam Omasu natomiast prowadzi jakąś dziwną polityczną gierkę z Merrikiem, który jest jego konkurentem w branży transportowej i którego problemy z rakkenami są obsydiańskiemu handlarzowi bardzo na rękę. Poza tym, jeśli dobrze zrozumiałem, obaj dzielą udziały w jakiejś kopalni, na którą Omasu zaciera swoje kamienne łapki. Więc po finansową pomoc odsyła nas do Merrika.

Idziemy więc do niego, bajerujemy sekretarkę żeby nas wpuściła na wielce wypasiony taras jeszcze bardziej wypasionej siedziby Juliaka. Ten, rzecz jasna, też nie chce Patrolowi dać funduszy (“To was jebany obowiązek!”) i generalnie zdaje się, że spisał już swój biznes handlowy na straty. Wytargowaliśmy od niego tylko nagrodę za każdego ubitego rakkena, ale – rzecz jasna – dopiero post factum.

Chuj z nim. Żyjemy sobie, szkolimy talenty, rozpracowujemy nasze magiczne itemki, zaznajamiamy się z kolegami z patrolu – długowłosym człowiekiem Karlem i orkiem z bogatej rodziny Yorlkiem – z którymi bawię się w jakieś śmieszne skoki na bungee (staram się pobić rekord Karla), latamy na patrole, które nie owocują żadnymi wartymi wspomnienia wydarzeniami. Jednego dnia polecieliśmy sobie Leśnym Lotnikiem (jeden z drakkarów Patrolu) do dżungli (ja za sterem :) zobaczyć, co stało się z innym drakkarem Patrolu. Wróciliśmy stamtąd z jeszcze żywym t’skrangiem Slilithem.

Część III: Jump the Ship!

Rakken attack

Trzeciego dnia pobytu w Travarze zostaliśmy wezwani wczesną nocą do patrolowej roboty – przyprowadzenia spóźnionego statku Obsydianowy Żeglarz. Wylecieliśmy po niego i, zgodnie z przewidywaniami, dopadły nas rakkeny. Rzuciły się palić olinowanie Żeglarza i niszczyć jego ster (o sterniku nie wspominając). Zaatakowały też nasz drakkar. Przeskakiwaliśmy tam i spowrotem między Leśnym a Obsydianowym (Horilka spadła, wyskoczył na nią i złapał ją Skarth, i tak sobie wisieli na linie), próbowaliśmy zadać rakkenom jakiekolwiek obrażenia (chyba tylko Kahiwie się cokolwiek udało), a ja złapałem za stery Żeglarza, próbując go sprowadzić jak najbezpieczniej na ziemię i najchętniej nie rozpieprzając połowy miasta. Karl podobnie próbował z Leśnym Lotnikiem. Udało się psim swędem – wykręciłem i osadziłem statek przed murami, nie tracąc ładunku ani ludzi (nie licząc tych zjedzonych przez rakkeny), czym zaskarbiłem sobie wdzięczność i szacun Trolma, kapitana statku. Karl uratował się z Leśnego Lotnika, ale sam drakkar, cały w płomieniach, był nie do odratowania.

Tylko biedny Skarth urwał się z liny, na której wisiał – próbował uratować Kicię, która została strącona przez rakkena (Horilka już przeskoczyła na pokład statku) i udało mu się to – Kicia, z pogruchotanymi kośćmi, przeżyła. Jej pan nie miał tyle szczęścia – mocno gruchnął o ziemię. I tak…

…dobiegamy do zamkniętych na noc bram Travaru, który właśnie był świadkiem powietrznej bitwy, w której zionące ogniem Rakkeny posłały płonący powietrzny drakkar w ziemię. Kahiwa na rękach niesie martwego członka naszej drużyny, którego zamierzamy przywrócić do życia, jeśli tylko w całym tym zgiełku uda nam się znaleźć pomoc…


1 Jak indianie podłożyli dynamit pod tory, to było po kolei.

2 Bezczelna reklama: Dla tych, którzy chcieliby się poczuć bohaterami także w życiu realnym, pozaerpegowym, polecam tegoroczną edycję akcji Szlachetna Paczka :)

Comments

Fryndlz Fryndlz

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.